O Dziewuchach

Kim jesteśmy?

Dziewuchy Dziewuchom to szeroki ruch społeczny zawiązany w sprzeciwie wobec zaostrzania przepisów antyaborcyjnych zawartych w ustawie „o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”  z 7 stycznia 1993 roku. Do zwolenniczek i i zwolenników ruchu należą osoby, które uważają, że w kwestii terminacji ciąży każdej kobiecie przysługuje prawo wyboru.

Historia Dziewuch zaczęła się 1 kwietnia 2016, gdy polskie media podały wiadomość o projekcie ustawy ograniczającej prawo do przerywania ciąży. 

Tempo rozprzestrzeniania się tej informacji w mediach społecznościowych było zawrotne,
a reakcja wprost proporcjonalna do oburzenia jakie zapanowało wśród tysięcy Polek. Atmosfera napięcia panowała już jednak od marca 2016, gdy prezydium Episkopatu ogłosiło, że „w kwestii ochrony życia nienarodzonych nie można poprzestać na obecnym „kompromisie” wyrażonym w ustawie z 7 stycznia 1993 roku, która w trzech przypadkach dopuszcza aborcję”. Trzej najważniejsi biskupi – abp Stanisław Gądecki, abp Marek Jędraszewski i bp Artur Miziński – zaapelowali „do wszystkich ludzi dobrej woli, aby podjęli działania mające na celu pełną prawną ochronę życia nienarodzonych”. Wkrótce potem kraj obiegła wieść o projekcie nowelizacji ustawy zaproponowanej przez Obywatelską Inicjatywę Ustawodawczą “Stop Aborcji” wspieraną przez fundację Ordo Iuris. Projekt ustawy zezwalał na przeprowadzenie aborcji jedynie w przypadku zagrożenia życia kobiety. Projektodawcy nie sprecyzowali jednak w jakim stopniu życie ciężarnej miałoby być zagrożone, aby kwalifikowała się do zabiegu. Jednocześnie kobiety, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu lub kazirodztwa miały być całkowicie pozbawione tego prawa. Ustawa miała zakazywać aborcji także w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu.

Objawem panujących nastrojów było gigantyczne zainteresowanie grupą Dziewuchy Dziewuchom założoną 1 kwietnia w serwisie Facebook w reakcji na niepokojące doniesienia prasowe. Początkowo grupa miała być narzędziem komunikacji między wąską grupą zainteresowanych, ale w ciągu zaledwie kilku godzin okazało się, że chętnych do wymiany informacji jest więcej niż można było przypuszczać. W ciągu pierwszej doby grupa zyskała 30 tysięcy członkiń, a kilka dni później przekroczyła 100 tysięcy użytkowniczek, co daje rekordowy w polskich mediach społecznościowych przyrost zainteresowania. W ten sposób Dziewuchy Dziewuchom stały się internetowym fenomenem, forum dyskusyjnym i wirtualną przestrzenią spotkania kobiet z całego kraju. Obok grupy głównej powstało kilkanaście regionalnych grup Dziewuchy Dziewuchom, które do dziś funkcjonują w ramach ruchu jako lokalne oddziały. Aktualnie ruch Dziewuchy Dziewuchom jest koordynowany przez Matecznik, który współpracuje z 50 regionami w całym kraju i poza jego granicami.

Co robimy?

Matecznik Dziewuch koordynuje współpracę i przepływ informacji między 50 grupami regionalnymi Dziewuch, monitoruje działania polityków i doniesienia medialne w zakresie praw kobiet, a także prowadzi facebookową grupę główną Dziewuchy Dziewuchom. Informujemy o wszelkich próbach zmiany przepisów w zakresie praw reprodukcyjnych i podajemy ich możliwe konsekwencje w oparciu o istniejące lub specjalnie pozyskane ekspertyzy i opinie. Uważnie śledzimy wydarzenia w kraju, wspieramy działania na rzecz respektowania praw kobiet, uczestniczymy w spotkaniach, naradach i debatach z udziałem organizacji prokobiecych.

Regiony Dziewuch aktywizują społeczność lokalną, prowadzą działalność edukacyjną, podejmują własne inicjatywy, a kiedy trzeba organizują demonstracje, protesty i manifestacje. Przedstawicielki Regionów najlepiej rozumieją specyfikę, potrzeby i oczekiwania swoich okręgów, stąd ogromna różnorodność organizowanych przez nie akcji. Jeśli chcesz włączyć się w działania Dziewuch w twojej okolicy dołącz do wybranej grupy z naszej listy i sprawdź jak możesz wesprzeć jej funkcjonowanie.

Dlaczego?

Żyjemy w kraju, w którym obowiązuje jedna z najbardziej restrykcyjnych ustaw antyaborcyjnych w Europie (obok Malty i Irlandii Północnej). Wszelkie pomysły zaostrzenia prawa są w tej sytuacji zamachem na (i tak już ograniczoną) wolność osobistą kobiet i będą spotykać się ze zrozumiałym sprzeciwem społecznym. Istniejące od 1993 roku regulacje, potocznie – i błędnie! – nazywane „kompromisem aborcyjnym” stwierdzają, że przerwanie ciąży jest dozwolone jedynie w trzech sytuacjach: (1) gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej (bez ograniczeń ze względu na wiek płodu), (2) gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej) lub (3) gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (do 12 tygodni od poczęcia). Oznacza to, że obecnie kobieta ma jedynie prawo do inicjatywy w sprawie terminacji ciąży, ale zgodę na zabieg wydaje lekarz (w przypadku 1 i 2) lub prokurator (przypadek 3). Nie dziwi zatem fakt, że 2012 roku raport Human Rights Watch wskazał Polskę jako kraj, w którym istniejące prawo pogwałca zakaz okrutnego i nieludzkiego traktowania osób oraz narusza prawo do prywatności i życia rodzinnego. Tę opinię podziela także Europejski Trybunał Praw Człowieka*.

Samo pojęcie “kompromisu”, w kontekście ustawy „o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” zostało ocenione przez środowiska feministyczne jako językowa manipulacja. Takie nazewnictwo utrwala przekonanie, że obowiązujące przepisy były wynikiem jakiś negocjacji czy konsultacji, tymczasem jest to jedynie umowa zawarta między hierarchami Kościoła katolickiego i rządem bez uwzględnienia opinii publicznej. Gdy w 1992 roku debatowano nad przyjęciem ustawy Parlamentarna Grupa Kobiet złożyła w Sejmie wniosek o referendum. Pod petycją podpisało się wówczas 1,3 miliona Polaków. Sejm zlekceważył jednak te głosy, nie rozpatrzył zgłoszonego wniosku i przegłosował obowiązującą dziś ustawę. Nazywanie takiego rozwiązania „kompromisem” jest więc wyjątkowo obłudne.

Według Federy w Polsce wykonuje się ponad 100 tys. zabiegów przerwania ciąży rocznie, z czego tylko kilkaset jest legalnych. Przy tej skali zjawiska mamy do czynienia z wysokim zagrożeniem zdrowia i życia kobiet, które poddają się aborcji nielegalnie. Brak specjalistycznej kontroli nad takimi zabiegami sprawia, że stają się one niebezpieczne dla pacjentki. Aborcja może być uznana za bezpieczną jedynie wówczas, gdy oprócz właściwych procedur medycznych, sprzętu i leków wysokiej jakości, zapewnione jest również odpowiednie wsparcie psychiczne zarówno przed, jak i po jej dokonaniu. Żaden z tych elementów zazwyczaj nie występuje tam, gdzie aborcja jest zabroniona.

Dlatego nie możemy pozwolić na dalsze próby ograniczenia wolności kobiet. W kraju o ustroju demokratycznym nie ma miejsca na lekceważenie podstawowych praw człowieka, a w tym przypadku mówimy o większej części społeczeństwa. W ogólnej liczbie ok. 40 milionów mieszkańców Polski kobiety stanowią 51,6%. Ignorowanie naszego głosu jest pogwałceniem norm wzajemnego poszanowania na poziomie ustrojowym, prawnym, społecznym i obyczajowym.

* W 2000 r. odmówiono przerwania ciąży Alicji Tysiąc, mimo że urodzenie mogło poważnie zagrozić jej zdrowiu. W wyniku porodu doszło do wylewu krwi do plamki żółtej oka kobiety, co znacznie pogorszyło jej wzrok. W wyroku z 20 marca 2007 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że Polska (Tysiąc korzystała z publicznej opieki zdrowotnej) nie zapewniła odpowiedniego poszanowania jej życia i tym samym naruszyła artykuł 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (w skrócie: Europejska konwencja praw człowieka) z 4 listopada 1950 r. Trybunał zasądził wypłatę przez Polskę odszkodowania dla Alicji Tysiąc (tekst wyroku).

Jeśli chcesz się skontaktować z Matecznikiem, napisz do nas
dziewuchydziewuchom@gmail.com