Opinia Ekspertki: prof. Monika Płatek o projekcie PFROŻ

Monika Płatek (dr hab. prof. UW, WPiA UW,
członkini Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej)

Uwagi w związku z projektem zmiany Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu i dopuszczalności przerywania ciąży z dnia 7 stycznia 1993 r, złożonym w Sejmie przez Zarząd Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia (PFROŻ) 14/09/2016 roku.

Kto kontroluje płodność kobiety, ten kontroluje jej życie. Projekty ustaw, które mają w tytule ochronę i obronę życia w rzeczywistości nie służą życiu. Ich celem jest dyscyplinowanie, kontrola i zniewolenie kobiet. Są anti-life, będąc anti-choice. Opowiadając się za zniewoleniem kobiet, są przeciwko życiu.

Pogardę i lekceważenie władzy wobec dziewcząt, kobiet i ich praw demaskuje to, że debatuje o aborcji, tak jakby Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu i dopuszczalności przerywania ciąży z dnia 7 stycznia 1993 r. (Dz. U z 1993, Nr 17, poz. 78 – dalej: Ustawa o planowaniu rodziny) nie dotyczyła w pierwszym rzędzie obowiązku władzy do zapewnienia kobietom warunków do autonomicznego decydowania o ich płodności. Aborcja to tylko element tej ustawy; jej podstawą jest zobowiązanie władzy do respektowania praw reprodukcyjnych kobiet i mężczyzn.  

Jeśli są osoby, a jest ich z pewnością wiele, które z przekonaniem podpisały się pod projektem Ordo Iuris i zamierzają się podpisać pod kolejnymi projektami, nie dlatego, że tak nakazuje ksiądz proboszcz, a sąsiedzi pod kościołem patrzą na ręce, ale dlatego, że naprawdę jest dla nich ważny los dzieci i wierzą, że także projektodawcom zależy na losie płodów, dzieci i kobiet, to czas zrozumieć, że proponowane metody nie służą ani płodom, ani dzieciom, ani kobietom. Nie służą ani ich zdrowiu, ani życiu. Te metody szkodzą, bywa też, że zabijają.

Projektodawcom i władzy nie zależy na eliminacji aborcji. Zależy im jedynie, aby aborcja była zakazana. Nieważne jest realne zdrowie i życie płodów, dzieci, dziewczynek, kobiet. Ważna jest demonstracja władzy i pogarda dla dziewcząt i kobiet; także kosztem ich zdrowia i życia oraz zdrowia i życia płodów i noworodków. Ważne, by pozbawić kobiety autonomii i możliwości samodzielnego, odpowiedzialnego decydowania o swojej płodności.

Zakaz pozwala ludziom u władzy ciałem, zdrowiem i życiem dziewczynek i kobiet stwarzać pozory, ubijać polityczne handle i targi, określane także mianem kompromisu aborcyjnego.  

W Polsce jest ponad 10 mln kobiet w wieku rozrodczym. Ogromna większość pozbawiona jest autonomicznego prawa do świadomego kontrolowania swojej płodności. Kobiety często nie mają dostępu do środków antykoncepcyjnych, ani do antykoncepcji doraźnej. Nie mają dostępu do wiedzy i fachowego poradnictwa. Tymczasem, oficjalnie wykonuje się w Polsce ok. tysiąca aborcji rocznie. Oficjalnie też twierdzi się, że Polska to kraj katolicki. Na przestrzeni lat spadła śmiertelność noworodków. Mimo to polski przyrost naturalny jest ujemny; jeden z najniższych w Europie. Niższy niż w krajach, gdzie aborcja jest legalna, bezpieczna, i w związku z tym rzeczywiście rzadka. W Polsce aborcja rzadka jest jedynie na papierze. Statystyk nielegalnych aborcji się nie prowadzi. Jednak ujemny przyrost naturalny jest wymowny. W Polsce nie odnotowano wzrostu korzystania z prezerwatyw, choć ich dostępność dla mężczyzn jest powszechna. (Te przeznaczone dla kobiet są najczęściej niedostępne; do kupienia tylko w aptece, i dużo droższe). Wzrosła natomiast sprzedaż męskich specyfików medycznych na potencję seksualną – sprzedawane są już także bez recepty. GUS nie podaje obliczeń ile kobiety płacą za dokonywane aborcje; ile na tym zarabiają, nie płacąc podatków, różne grupy zawodowe (nie tylko w Polsce i nie tylko ginekolodzy). GUS nie podaje też ilu kobietom NFZ odmawia, pomimo składek jakie płacą,  procedur medycznych związanych z ich zdrowiem reprodukcyjnym. GUS nie podaje ile skarb państwa zarabia na pozbawianiu i odmawianiu dziewczętom i kobietom świadczeń zdrowotnych dotyczących ich praw reprodukcyjnych. Same jednak dane GUS obnażają obłudę rządzących, którzy twierdzą, że pełen zakaz aborcji to ochrona kobiet, bo pewnie połowa z oficjalnie wykonanych rok temu ok. 1000 aborcji dotyczyć musiała statystycznie płodów żeńskich.

Błędem jest jednak przyzwolenie, by problem sprowadzać wyłącznie do aborcji. By mówić o zaostrzeniu lub złagodzeniu „ustawy aborcyjnej”.  Władza czyni to nieprzypadkowo. Jej celem jest, by wybrzmiał oficjalny zakaz aborcji, a pozostał niezauważony fakt lekceważenia przez władzę obowiązujących praw reprodukcyjnych. Dlatego słowo „aborcja” odmieniane jest przez przypadki, tak jakby obowiązujące, regulujące tę kwestię prawo dotyczyło TYLKO aborcji. Tak nie jest. Ustawa o planowaniu rodziny tylko częściowo dotyczy aborcji. Podstawą Ustawy o planowaniu rodziny jest autonomiczne prawo ludzi do samodzielnego, odpowiedzialnego decydowania o sobie i swojej płodności.

To, że ten fakt się lekceważy i jednocześnie utrudnia się kobietom dostęp do antykoncepcji, antykoncepcji doraźnej (pigułka po), nowoczesnej medycyny rozrodczej i prenatalnej, nowoczesnego leczenia niepłodności jakim jest in vitro, wiedzy i wolnego od religijnej ideologii poradnictwa; to dowody na to, że nie o życie, zdrowie płodów, dzieci i kobiet, nie chodzi o to, by nie dochodziło do niechcianych ciąż, by zapewnić ludziom autonomiczne decydowanie o potomstwie. Brak wypełniania przez władzę zobowiązań Ustawy o planowaniu rodziny to dowód na lekceważenie prawa i chęć odebrania także kobietom możliwości odpowiedzialnego, świadomego decydowania o swojej płodności.

Gdyby rzeczywiście chodziło o  życie i zdrowie płodów, dzieci i kobiet, zadbano by o zagwarantowanie autonomicznego, świadomego decydowania o potomstwie. Władza wywiązywałaby się z obowiązku zapewnienia dostępu do nowoczesnych środków antykoncepcyjnych, do antykoncepcji doraźnej, do wiedzy, poradnictwa, badań i świadczeń prenatalnych. Zadbano by o realne uspołecznienie osób w trudnej sytuacji zdrowotnej i ich rodzin. Ważna byłaby jakość życia, polityczny przykład a nie lekceważący unik, bo tym właśnie jest autokratyczne powierzanie prawu karnemu problemów, które prawo to może tylko pogłębić.  

Gdyby chodziło o życie, dominowałyby działania na rzecz pokoju, a nie zwiększenie wydatków na środki służące do zabijania ludzi.

Gdyby chodziło o życie, wzrosłyby starania, by ograniczyć ilość przedwczesnych śmierci i możliwych poronień. To jest wrażliwe kryterium poszanowania przez rządzących życia i ludzi. Tymczasem w Polsce wzrasta statystyka śmierci spowodowana zanieczyszczeniem powietrza. W takich okolicznościach teksty o ochronie życia brzmią jak kpina.

Gdyby chodziło o życie aborcja byłaby legalna, bezpieczna i tylko wtedy rzadka, bo władza nie mogłaby umywać rąk udając, że zakaz i sankcja karna rozwiązują problem społeczny, który jest wynikiem promowania nierównej pozycji społecznej kobiet i dziewcząt.  

14 września 2016 roku wpłynął do Sejmu kolejny projekt zmiany Ustawy o planowaniu rodziny z 7 stycznia 1993 r. Widniał na stronie Sejmu jeszcze 7 października 2016; 13 października 2016 był już niedostępny. Projekt złożył Zarząd Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia (PFROŻ).

Zarząd PFROŻ składa się z ośmiu mężczyzn i dwóch kobiet – sekretarki oraz wymienionej na ostatnim miejscu członkini Zarządu. Celem tej organizacji jest m.in dążenie do całkowitego zakazu aborcji. Do projektu nie załączono uzasadnienia.

Projekt jest przeróbką projektu Ordo Iuris. Wzorem tamtego projektu też zmienia tytuł Ustawy o planowaniu rodziny. Proponowany tytuł brzmi „Ustawa o ochronie prawnej dziecka poczętego”.

Tytuł ustawy ma znaczenie. Wskazuje na treść i regulowaną materię. Pozbawienie tytułu ustawy treści gwarantujących respektowanie praw reprodukcyjnych, praw tych pozbawia. Władza ustawowo umywa ręce.

Zmiana tytułu zniesie obowiązek władzy do przestrzegania praw reprodukcyjnych. Otworzy pole do dalszych represji wobec kobiet. Zmiana nazwy ustawy pozbawi ludzi prawa do wymagania od władzy zagwarantowania ludziom prawa do świadomego planowania potomstwa; najmocniej uderzy w kobiety.

Projekt ten podobnie jak poprzednio Ordo Iuris przez zapis dopuszczający aborcje tylko wtedy gdy bezpośrednio zagrożone jest życie kobiety przyzwala na dyskryminacyjne traktowanie kobiet i pozbawia je prawa do równej ochrony zdrowia. Utrata, w tym projekcie, także trwała zdrowia dziewczynki i kobiety nie jest przesłanką do terminacji ciąży.  

Projekt PFROŻ podobnie jak poprzednio Ordo Iuris, usuwa zobowiązanie władzy do zapewnienia nowoczesnej wiedzy i nowoczesnej antykoncepcji. Władza zwolniona zostaje z obowiązku zapewnienia opieki prenatalnej i stosownych badań.

Podobnie jak w projekcie Ordo Iuris i w projekcie PFROŻ dziewczynki kobiety, które w wyniku gwałtu (także kazirodczego i zbiorowego) zaszły w ciążę lub są w ciąży z płodami z letalnymi wadami lub uszkodzeniami pozostawione są bliżej niesprecyzowanej „pomocy”, przerzuconej na samorządy.

Projekt ustawy autorstwa PFROŻ posługuje się perswazyjnym językiem obliczonym na wywoływanie emocji. Dzieckiem poczętym nazwana zostaje połączona w jajowodzie komórka męska i żeńska (zygota). Powołano twór nazwany dzieckiem poczętym, który jest oderwany od ciąży. Jeszcze nie ma ciąży, a już jest „dziecko poczęte”. Niezgodnie z prawdą zapisano też, że poczęcie to chwila. Tymczasem poczęcie to proces, który trwa od kilku do kilkudziesięciu godzin. Dopóki zygota nie dotrze do macicy i nie zagnieździ się w niej, przekształcając się w zarodek, dopóty nie ma szans na rozwinięcie się płodu. Innymi słowy, „dziecko poczęte” to oksymoron, który istnieje tylko na papierze, ponieważ na etapie zygoty nie ma jeszcze mowy o poczęciu i ciąży. Ciąża, dająca szansę na poród, zaczyna się dopiero w momencie zagnieżdżenia się zarodka w macicy. Nie może być dziecka bez ciąży i porodu. “Dziecko poczęte” to twór nieistniejący, nastawiony na to, by wywołać efekt przeobrażający galaretowatą, bezkształtną ciecz w dorodnego bobaska. Ma służyć temu, by uzasadnić proces, który pozbawia kobiety podmiotowości i możliwości decydowania o sobie, swoim zdrowiu i życiu.

Średnio co czwarta rozwinięta już ciąża, na różnym etapie, bywa naturalnie wydalana, co w projekcie PFROŻ, podobnie jak w projekcie Ordo Iuris jest potraktowane jako przestępstwo. W projekcie PFROŻ, odmiennie niż w projekcie Ordo Iuris nie odpowie za to karnie kobieta, która poroniła.

Nadal będzie można pociągnąć do odpowiedzialności lekarza, pielęgniarkę, położną, partnera lub inne osoby, którym można przypisać przyczynienie się do poronienia. Wskazanie czy proces był naturalny czy spowodowany przez człowieka zależeć będzie nie od wiedzy medycznej, a od klimatu politycznego.

Zarodek może się zagnieździć poza macicą i rozwijać jako ciąża pozamaciczna. Bez szybkiej i właściwej interwencji sprowadzi na kobietę śmierć.

Zarodek podczas zagnieżdżania w macicy,zamiast w płód może rozwinąć się np. w zaśniad groniasty, a następnie w agresywnego raka kosmówczaka. Bez szybkiej i właściwej interwencji sprowadzi na kobietę śmierć.

Ciąża pozamaciczna, zaśniad groniasty, rak kosmówczak to w projekcie PFROŻ, podobnie jak wcześniej w projekcie Ordo Iuris, człowiek, dziecko poczęte. Konsekwencją takiego posługiwania się językiem jest zagrożenie pozbawienia dziewcząt kobiet stosownej diagnostyki i zastosowania procedur medycznych ratujących ich zdrowie i życie. Sprawa Z. przeciwko Polsce (Z. pko Polsce, ETPCz, skarga nr 46123/08) dowodzi, że władza jest gotowa poświęcić zdrowie i życie dziewcząt oraz kobiet, by stworzyć wrażenie, że dba o połączoną komórkę męską i żeńską nazwaną dzieckiem poczętym.

Projekt PFROŻ, podobnie jak wcześniej Ordo Iuris stanowi poważne zagrożenie dla medycyny prenatalnej oraz utrudnia zapewnienie odpowiedzialnej, godnej i respektującej kobietę opieki w trakcie ciąży. Doświadczenie także sprawy Z. przeciwko Polsce rodzi obawy, co do gwarancji pacjentce poszanowania jej autonomii i podmiotowości. Jeszcze dziś lekarze ratują zdrowie i życie płodów dokonując skomplikowanych operacji na płodach w okresie prenatalnym. Jeszcze dziś Polska może się szczycić wybitnymi specjalistkami/specjalistami, którzy sprawiają, że zamiast śmierci i życia w kalectwie rodzą się zdrowe dzieci. Jeśli jednak ustawy rodem z Ordo Iuris i PFROŻ wejdą w życie, a pełni hipokryzji politycy/polityczki którzy pod sztandarem pro-life występują przeciwko życiu i zdrowiu nadal będą dominować, może się zdarzyć, że będziemy mieli na sumieniu śmierć i kalectwo wielu płodów i dzieci. Ich zdrowie i życie bowiem zależy od sprawnej, nowoczesnej, dostępnej medycyny prenatalnej.  

Projekt PFROŻ, podobnie jak projekt Ordo Iuris, naraża także lekarzy na ryzyko odpowiedzialności karnej li tylko za wykonywanie opieki nad kobietą zarówno przed, jak i w trakcie ciąży. (Tekst projektu dopuszcza zarzut, że mimo braku ciąży lekarz odpowiada za wydalenie zygoty, skoro projekt nadaje jej status dziecka poczętego). W projekcie PFROŻ poronienie też jest kryminalizowane, ale w odróżnieniu od projektu Ordo Iuris, kobieta nie jest pociągana do odpowiedzialności. Przewidziane w projekcie kary świadczą o tym, że projektodawcy większą wagę przywiązują do zygoty w jajowodzie określanej jako „dziecko poczęte” niż do życia kobiety.

Nowością w projekcie PFROŻ, w stosunku do projektu Ordo Iuris jest kryminalizacja antykoncepcji doraźnej. Projekt PFROŻ wprowadza przepis, który kryminalizuje wytwarzanie, wprowadzanie do obrotu, reklamę, zbywanie lub nieodpłatne dostarczanie środków o działaniu poronnym lub antynidacyjnym (art. 2, pkt 5 projektu).

Środek  poronny prowadzi do usunięcia zarodka we wczesnym okresie ciąży.

Środek antynidacyjny to inaczej antykoncepcja doraźna; uniemożliwia zagnieżdżenie się zygoty i powstanie ciąży. Projekt kryminalizuje podanie kobiecie antykoncepcji doraźnej. Antykoncepcja doraźna przeciwdziała powstaniu ciąży. Kryminalizacja obejmuje podanie komuś antykoncepcji doraźnej bezpłatnie. Jeśli na przykład kobieta da koleżance posiadaną pigułkę antykoncepcji doraźnej – popełni przestępstwo.

Projekt PFROŻ nie zakazuje natomiast bezpośrednio stosowania hormonalnych środków antykoncepcyjnych, które zapobiegają powstaniu zygoty czyli połączeniu się komórki męskiej i żeńskiej.

Jednak faktyczna dostępność środków antykoncepcyjnych jest zagrożona, biorąc pod uwagę szereg czynników:

  1. rozpowszechnianie zafałszowanej wiedzy biologicznej i medycznej (antykoncepcja doraźna to środek wczesnoporonny – słowa: Ministra Zdrowia w rządzie PiS, 2016 r.);
  2. przyzwolenie na głoszenie kłamstw, że w wyniku gwałtu nie można zajść w ciążę (wysoki urzędnik Kościoła katolickiego, Polska, 2016 r.);
  3. próbę likwidacji w projekcie uznania praw reprodukcyjnych i obowiązku władzy do ich respektowania (projekt Ordo Iuris, PFROŻ) ;  
  4. odmowę finansowania procedur leczenia niepłodności in vitro oraz przekazywanie funduszy na naprotechnologię (kosztowna, niecelowa w schorzeniach np. jajników, dyskryminacyjna, bo oferowana parom małżeńskim – Minister Zdrowia w rządzie PiS, 2016 r.).
  5. Brak nowoczesnej edukacji seksualnej w szkołach przy jednoczesnym przyzwoleniu na wykorzystywanie do seksu dzieci po ukończeniu 15 roku życia; (rządy PO, rządy PiS)
  6. oraz faktyczne utrudnienia w zakupie antykoncepcji i antykoncepcji doraźnej (aptekarze powołujący się na klauzulę sumienia; bez powoływania się na klauzulę niedostępność antykoncepcji w aptekach – Minister Zdrowia w rządzie PiS, 2015 r.)

Stwarza to w sumie klimat przyzwolenia dla lekceważenia zdrowia, życia i praw kobiet.  

Przepis projektu PFROŻ kryminalizując antykoncepcję uderza nie tyko w kobiety, odmawiając im kontroli nad ich płodnością, ale także w lekarzy, farmaceutów i producentów środków antykoncepcji doraźnej. Projektowany przepis lekceważy też zarówno obowiązujące prawo polskie, jak i prawo unijne, które nakazuje władzom państw członkowskich zapewnienie dostępu do antykoncepcji doraźnej.

Czas zrozumieć, że proponowane metody nie służą ani płodom, ani dzieciom, ani kobietom. Te metody szkodzą, bywa też, że zabijają.

Jarosław Kaczyński, który ugiął się nie z mądrości politycznej, lecz ze strachu przed siłą kobiet, teraz stara się pokazać twarz nieugiętego tyrana, by zemścić się na kobietach za swoją słabość i odzyskać posłuch we własnych szeregach.

Wielkiej trzeba arogancji, by w kraju konstytucyjnie laickim narzucać obywatelkom, kogo i po co mają rodzić – i nie licząc się ze światopoglądem obywatelek i obywateli głosić, że mają rodzić, aby cokolwiek urodzą, poddane zostało ochrzczeniu. To pogarda i nieliczenie się z losem, zdrowiem, życiem kobiet, dzieci i płodów.

To także pogarda dla obowiązującego prawa (art. 53.6 Konstytucji RP – Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia […] w praktykach religijnych, art. 194 k.k.– Popełnia przestępstwo kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową lub bezwyznaniowość). Zgodnie z polskim prawem, to nie pan Kaczyński, ale każda z osobna kobieta ma prawo decydować o tym, czy urodzi i czy będzie chciała dziecko ochrzcić.

Kobiety odzyskały siłę i solidarność. Nie jest to jednak jednoznaczne z doprowadzeniem do stanu przestrzegania i poszanowaniem przez władzę prawa. Władza nie respektuje obowiązującej Ustawy o planowaniu rodziny. Na co dzień de facto obowiązuje zarówno odrzucony przez Sejm projekt Ordo Iuris, jak i dopiero złożony w Sejmie projekt PFROŻ.

Kobiety od dawna nie mają dostępu do wiedzy, informacji, nowoczesnej antykoncepcji, do badań prenatalnych i szacunku w gabinecie ginekologicznym. Odmawia się im prawa do aborcji – także w tych przypadkach, które reguluję i dopuszcza obowiązujące prawo.  

W tym kraju od 1993 roku dziewczęta i kobiety w ciąży także te zgwałcone i chore, tracą zdrowie i życie, bo nie stosuje się wobec nich obowiązującego prawa i odmawia stosownej, godnej opieki lekarskiej. Potwierdzają to wyroki zapadające przeciwko Polsce przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (ETPCz) (Patrz sprawa PiS przeciwko Polsce, ETPCz  nr 57375/08)

Aby zmienić obecną patologiczną sytuację, musimy upomnieć się o obowiązujące prawo. Przestańmy odmieniać słowo „aborcja” przez przypadki, a zacznijmy domagać się respektowania obowiązującego prawa, czyli Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 7 stycznia 1993 roku.

Warto przypomnieć, iż  Komitet ONZ ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet zaleca, aby państwa podejmowały działania w celu eliminowania przymusu w zakresie płodności i reprodukcji, a także zapobiegania zmuszaniu kobiet do korzystania z niepewnych procedur medycznych, takich jak nielegalna aborcja, z powodu braku odpowiednich świadczeń związanych z kontrolą płodności. Odmowa dostępu do legalnych środków zapobiegania lub usuwania niechcianej ciąży jest przejawem przymusu (Patrz PiS v Polsce, ETPCz, akapit 74).

W Ustawie o planowaniu rodziny władza uznaje i zobowiązuje się do respektowania praw reprodukcyjnych. Uznaje, że należą do ludzi, a więc i do kobiet! Władza uznaje swój obowiązek zapewnienia kobietom prawa do decydowania o swojej płodności.

Uznając, że życie jest fundamentalnym dobrem człowieka, a troska o życie i zdrowie należy do podstawowych obowiązków państwa, państwo uznaje prawo każdej osoby do odpowiedzialnego decydowania o posiadaniu dzieci. W związku z tym zobowiązuje się zagwarantować dostęp do informacji, edukacji, poradnictwa, oraz środków korzystania z tego prawa; czyli do zapewnienia dostępu do nowoczesnej antykoncepcji, doraźnej antykoncepcji, badań prenatalnych, in vitro, ochrony życia i zdrowia kobiety (“zdrowie” według definicji WHO to nie jest tylko brak choroby, ale dobrostan, także psychiczny), swobodnej decyzji kobiety gdy ciąża pochodzi z gwałtu, gdy płód jest ciężko lub terminalnie chory, o aborcji w sytuacjach przewidzianych i wolności od ideologicznych ingerencji.  

Nie pozwólmy, by życie dziewcząt i kobiet ograniczono do ratowania tylko w ostateczności!

Obowiązujące prawo pozwala na seks piętnastolatce, ale odmawia jej prawa do autonomii i zdrowia. Piętnastoletnia dziewczynka nie potrzebuje zgody rodziców na to, by uprawiać seks, ale musi uzyskać ich zgodę, by pójść do ginekologa. Zgodnie z obowiązującym prawem, samodzielnie do ginekologa może pójść dopiero, gdy skończy 18 lat. Jej życie i zdrowie są lekceważone, a ona sama tresowana do myśli, że się nie liczy. Tresura to mocne słowo, ale tym jest sytuacja, w której ustawodawca i władza od lat godzą się na istniejący rozziew i nie chronią także dzieci przed zgwałceniem i ciążą.   

Zgwałconym każe się rodzić. Co natomiast zrobiono, aby zapobiegać gwałtom? W tym kraju nie było ani jednej poważnej kampanii z klarownym przekazem: „Po pierwsze, nie gwałć. Dopóki nie usłyszysz entuzjastycznej zgody, to znaczy, że nie ma zgody na zbliżenie”. Zgwałcone dziewczęta i kobiety są tymczasem zakładniczkami niedouczonych biskupów, chętnych do pogardliwego „nauczania” o tym, że z gwałtu nie ma ciąży, a jeśli jest – to znaczy, że nie był to gwałt.

Kobietom nakazuje się rodzić bez względu na stan zdrowia i szanse przeżycia płodu. Pomijam sadyzm przymuszania tam, gdzie ludziom przychodzi rozstrzygać ostateczne i zamiast humanitarnego wsparcia i swobody patologię bezwzględności, której nie praktykujemy wobec żywych. (Rodzic nie ma obowiązku oddać nie tylko nerki swojemu ciężko choremu dziecku, nawet nie możemy zażądać oddania krwi; w obronie koniecznej można zabić, policjant na służbie może strzelić i zabić chroniąc li tylko porządku).  

Co jednak zrobiono, aby zapewnić godny rozwój i życie urodzonych? Jakie kroki podjęto, aby zapewnić im maksymalną samodzielność, codzienną obecność w życiu, wykorzystanie ich potencjału? Jaką pomoc zaoferowano ich rodzinom?

W Polsce nie traktuje się serio osób z niepełnosprawnościami, od syndromu Downa po poważniejsze schorzenia. Nie ma polityki zapewniającej uczestnictwo – od szkoły, przez pracę, po samodzielność i własne rodziny. Nie ma przestrzeni dla ich rodzin, a poza sporadycznymi połajankami niewiele się robi wobec faktu, że 8 na 10 mężczyzn rodziny takie opuszcza.

Nie wszystkie osoby z syndromem Downa mogą skończyć szkołę, pójść na studia, pracować w sklepie, kawiarni czy urzędzie. Nie wszystkie, ale w Polsce prawie żadna, bo zamiast stworzyć stosowną infrastrukturę i zmienić nastawienie społeczne, z góry zakładamy, że nie dadzą rady. Traktujemy nawet osoby z Downem jak wieczne dzieci i jak zakładników obłędnej potrzeby skazywania ludzi na poczucie nieszczęścia.

Nie chcemy aborcji z przyczyn moralnych? Co zrobiono, by miejsce politycznej obłudy zajęła pełna szacunku postawa wobec kobiet i ich prawa do kontrolowania własnej płodności?

Od 1993 roku w Polsce łamane są i lekceważone zapisy Ustawy o planowaniu rodziny. Kobiety wepchnięto w rolę niewolnych i pańszczyźnianych ze ściśle kulturowo wyznaczonymi rolami, które zakładają, że kobieta nie będzie pracować i zarabiać (Patrz art. 10 watykańska Karta Praw Rodziny: wynagrodzenie za pracę winno być wystarczające do założenia i godnego utrzymania rodziny[…]powinno być ono takie, aby matka nie była zmuszona do pracy poza domem ze szkodą dla życia rodziny, a zwłaszcza wychowywania dzieci). W tym kraju nadal brak stosownej refleksji, że pouczają nas mężczyźni w sutannach, z których wielu ma własne dzieci, lecz ciężar ich utrzymania przerzuca na podatniczki i podatników. Którzy gdy bywa, uwiodą i zapłodnią małoletnią, systemowo przerzucają odpowiedzialność za swoje postępowanie na dzieci, nie stroniąc od zmuszania wykorzystanych dziewcząt do aborcji. Pouczają nas hierarchowie, którzy dla wyegzekwowania swoich moralnych nauk potrzebują wymuszania świeckiego prawa karnego, bo sami nie potrafią przekonać swoich wiernych. Pouczają nas hierarchowie z instytucji która, na co wskazują regularnie ujawniane przypadki molestowania i wykorzystywania seksualnego dzieci i dorosłych, nie potrafi skutecznie temu przeciwdziałać. I jak zwykle winę przerzuca na samych molestowanych i ich rodziców.

Jak bardzo trzeba więc być zniewolonym i zakneblowanym, by milczeć i za każdym razem kupować tani zarzut, że ujawniając fakty atakuje się Kościół?  

Dlatego domagając się zmian, by respektować prawo kobiet do decydowania o swojej płodności przede wszystkim, jednocześnie, domagajmy się egzekwowania obowiązującego prawa. Aborcja, aby mogła być rzadka musi być legalna i bezpieczna. Jest niebezpieczna i częsta także dlatego i przede wszystkim dlatego, że władza nie wywiązuje się z obowiązującego ją prawa. Władza jest zobowiązana zapewnić nam dostęp do wolnej od religijnych dogmatów wiedzy, do pełnej informacji i autonomii oraz szacunku w gabinecie lekarskim, nowoczesnej antykoncepcji, powszechnej opieki prenatalnej, aborcji gdy ciąża pochodzi z gwałtu, płód jest dotknięty nieuleczalną lub wadą letalną, gdy ciąża zagraża naszemu życiu i zdrowiu. Nasze zdrowie to zdrowie nie tylko fizyczne, także psychiczne; to stan fizycznego i psychicznego dobrostanu. Czas więc zadbać o przestrzeganie obowiązującego prawa.

Zapamiętajmy: Kto kontroluje płodność kobiety, kontroluje jej życie. Miarą każdego społeczeństwa jest to jak traktuje dziewczęta i kobiety. Chcemy demokracji, wolności i  i dobrej jakości życia? Czas, abyśmy wyegzekwowały prawo, które zgodnie z Ustawą o planowaniu rodziny posiadamy, prawo do decydowania o swoim życiu i płodności.

2 Comments

  1. Szanowna Pani Profesor, serdeczne dzięki za mądre i odważne słowa – niestety w tym kraju nadal trzeba wykazywać się odwagą, mówiąc o sprawach i problemach dawno rozstrzygniętych w krajach cywilizowanych. O ile jest nam lżej, gdy wiemy, że są wśród nas osoby, na których prawne wstawiennictwo możemy liczyć. Nie damy się. Wierzę w to i jeszcze raz dziękuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*